Forum dla wszystkich sympatyków smoków oraz miłośników szeroko pojętej fantastyki.



Uwaga! Draconis korzysta z plików cookies. Są one niezbędne do funkcjonowania forum.

Teraz jest 27 cze 2019, 00:00

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 
Autor Wiadomość
PostNapisane: 31 paź 2015, 23:11 
Anivia
młody smok
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 12 kwi 2012, 14:08
Posty: 105
Lokalizacja: druga strona monitora
O „Awatarze: Legendzie Aanga” słyszałem swego czasu same ochy i achy, chociaż wtedy jeszcze nie wiedziałem, czy uzasadnione. Postanowiłem przekonać się o tym dopiero w zeszłym roku. Powiem tak: ja się czasami cieszę ze swojej ciekawości. Inaczej ominąłby mnie jeden z najlepszych seriali animowanych ubiegłej dekady.

(za długość „recenzji” nie przepraszam, bo nie)

„Awatar: Legenda Aanga” (w oryginale Avatar: The Last Airbender lub – w Europie – Avatar: The Legend of Aang) i „Legenda Korry” (w oryginale The Legend of Korra) są to amerykańskie seriale animowane autorstwa Michaela Dante DiMartino i Bryana Konietzko, wykonane dla stacji Nickelodeon. Animację do znacznej większości odcinków zrobiły studia z Korei Południowej. Serial liczy trzy sezony, mające razem 61 odcinków.

Świat kreskówki, ogólnie rzecz biorąc, jest silnie zakorzeniony w kulturze azjatyckiej. Zamieszkują go cztery nacje: Naród Ognia, Plemiona Wody, Królestwo Ziemi oraz Nomadowie Powietrza. Każda ma swoich magów (po angielsku benders) – ludzi, którzy władają danym żywiołem poprzez wykonywanie odpowiednich ruchów, częściowo przypominających sztuki walki. Najpotężniejszym magiem jest tzw. Awatar, jako jedyny zdolny do opanowania wszystkich żywiołów; ma on za zadanie utrzymywać pokój na świecie. I faktycznie utrzymywał – ale nie wiecznie. Naród Ognia bowiem postanowił zaatakować pozostałe nacje. Wówczas nagle się okazało, że nie było komu go powstrzymać, ponieważ Awatar zaginął.

Taki stan rzeczy trwał 100 lat. W tym czasie wszyscy Nomadowie Powietrza zostali wybici, a dwie pozostałe nacje – skutecznie zastraszone. Naród Ognia był już blisko wygrania wojny. I wtedy rodzeństwo z Południowego Plemienia Wody – Katara i Sokka – znajduje lodowiec, w którym przebywa jakiś chłopak. Kiedy go wydostają, okazuje się, że jest to ostatni mag powietrza – ostatnio zreinkarnowany Awatar imieniem Aang. Nie wchodząc w szczegóły, musi wyruszyć w podróż, aby opanować resztę żywiołów (zna tylko powietrze) i powstrzymać Naród Ognia, w której to misji rodzeństwo z Plemienia Wody mu towarzyszy. Ale żeby nie było zbyt łatwo, magowie ognia wkrótce dowiadują się o przebudzeniu Awatara; szczególnie pewien książę na wygnaniu cały czas depcze mu po piętach.

W zasadzie na pierwszy rzut oka – nic specjalnego. W fabule przedstawiony jest oklepany do bólu motyw wybrańca, który musi ocalić świat przed zagładą. Nie trzeba więc być jasnowidzem, żeby przewidzieć, jak to się skończy. Scenariusz zawiera przy okazji sporo błędów logicznych, z których wiele da się wyjaśnić tylko według zasady „bo tak twórcom było wygodniej”. Szczególnie drażniło mnie, na jakie czasami niedorajdy wychodzili żołnierze Narodu Ognia. Tak że byłoby się na co zżymać.

A mimo to w skali dziesiętnej wystawiam serialowi równą „dychę” i zamierzam bronić tej oceny jak niepodległości. Są ku temu dwa powody: radość z opowiadanej historii i fenomenalny character development.

Ogólnie widać jak na dłoni, że twórcy po prostu cieszyli się z tego, co robili. Opierając się na kulturze Wschodu, stworzyli od początku świat, który jest po prostu interesujący, głównie jeśli chodzi o sferę mistyczną. No i, przede wszystkim, o magię. Pomysłów na jej wykorzystanie jest po prostu ogrom, a animacje nawet 10 lat po premierze pierwszych odcinków cieszą oko.

Ale jak dla mnie nie da się mówić o tej kreskówce, nie wspominając o postaciach. One naprawdę żyją. Mają nie tylko jasne motywacje, ale i bardzo wyraźnie zarysowaną osobowość, dzięki czemu jest miejsce na humor (a tego w „Awatarze…” nie brakuje) i na ich rozwój. Postacie przeżywają to, co się dzieje wokół nich (najbardziej banalny przykład: Aang od początku nie był zadowolony z funkcji, którą miał pełnić), a nieraz podejmują decyzje pod wpływem emocji. Natomiast najlepszym przykładem na wspomniany rozwój postaci będzie Zuko, wygnany książę Narodu Ognia. Cokolwiek o nim powiem w tej kwestii, będzie to duży spoiler, ale powiem tylko, że nie jest tak jednowymiarową postacią, jak się na początku zdaje.

Wcześniej w poście zżymałem się na to, że jest sporo błędów logicznych, niemniej jednak uważam, iż scenariusz jest całkiem inteligentnie napisany. Twórcy biorą pod uwagę wiele szczegółów wprowadzonych do fabuły, a postacie często walczą z przeważającymi siłami wroga nie przemocą, lecz pomysłowością. Ogólnie każdy z liczących się bohaterów jest użyteczny; nawet Sokka, który jako jedyny z głównej ekipy nie jest magiem i ogólnie robi za tzw. comedy reliefa, odgrywa tutaj istotną rolę. Poza tym, w sumie jeśli przyjąć konwencję, którą od początku forsują twórcy, pewne nielogiczności da się naprawdę przełknąć.

Możecie uznać mnie za fanboya, ale „Awatara…” uważam za objawienie w dziedzinie animacji. Ślicznie wygląda, jest zrobiona z polotem i humorem, ma rewelacyjne postacie, znakomitą muzykę (idealnie pasującą do klimatu serii), potrafi wzruszyć, a przede wszystkim – pochłania sobą całą uwagę. Jasne, wiele elementów mogłoby być zrobionych lepiej, a niektóre pomysły twórców należy po prostu przyjąć „na wiarę”. Ale bądźmy szczerzy – jeśli coś takiego nie zasługuje na najwyższą ocenę, to co zasługuje?


Cztery lata po zakończeniu „Awatara…” został wyemitowany pierwszy sezon „Legendy Korry”, serial od tych samych twórców. Akcja dzieje się 70 lat po wydarzeniach z pierwowzoru, kiedy to Awatarem jest nastolatka z Południowego Plemienia Wody – tytułowa Korra. Fabuła w ciągu czterech sezonów (razem 52 odcinki) jest utrzymana w różnym klimacie, albowiem z jednej strony mamy Miasto Republiki, stylizowane na niemal współczesne miasto (powiedzmy – dwudziestolecie międzywojenne), a z drugiej – powrót do korzeni, czyli podróżowanie po różnorakich miejscach. O ile „Legendę Korry” uważam za bardzo dobrą kreskówkę, która rozwija pomysły poprzednika i sama z siebie ma co nieco ciekawego do zaoferowania, o tyle mimo wszystko nie ma tyle polotu, który charakteryzuje „Awatara…”. Niemniej jednak warto zobaczyć.

PS Na podstawie pierwszego sezonu „Awatara…” M. Night Shyamalan nakręcił film aktorski pt. „Ostatni władca wiatru”. Omijajcie go szerokim łukiem.

_________________
Jedyna godna rzecz na świecie: twórczość,
A szczyt twórczości to tworzenie siebie.

Leopold Staff
Eskapizm stosowany - blog, w którym chwalę się swoją twórczością. Zapraszam!


Góra
 Zobacz profil     
    
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 1 ] 

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron



Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group

Styl DraconisSub powstał na bazie stylu subsilver2.
Wszelkie modyfikacje oraz dodakowe grafiki zostały wykonane przez Naseilen.
Oryginalny rysunek z nagłówka forum można zobaczyć tutaj.
mChat © RMcGirr83.org
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL