Forum dla wszystkich sympatyków smoków oraz miłośników szeroko pojętej fantastyki.



Uwaga! Draconis korzysta z plików cookies. Są one niezbędne do funkcjonowania forum.

Teraz jest 21 lip 2019, 12:37

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona
Autor Wiadomość
PostNapisane: 20 lis 2008, 21:09 
Dracowate Bydle
Dracowate Bydle
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 02 maja 2006, 12:58
Posty: 1106
Lokalizacja: Pruszków
Miewacie smocze sny? A może sny przeraźliwie realne, prorocze, czy po prostu tak zwariowane, że śmialiście się po przebudzeniu? :) Co powiecie na małą dyskusję (oki, mam nadzieję, że nie będzie taka znowu mała ;) ) o tym, co nam się śni po nocach? Tematyka snów dowolna, a zatem "snowanie" czas zacząć! :)
(z czystego lenistwa po całym dniu pracy nie napiszę teraz o moich snach, ale niebawem to nastąpi :> )

_________________
"What Now Draco?.....What We Do?.....Without You?.....Where We Turn?.......To the Stars, Bowen, To The Stars..."

Niuśka Grudzień2002- 8 Stycznia 2009 godzina 10:15...
Żegnaj ukochany Legwanku...
Obrazek


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 24 lis 2008, 22:41 
młody smok
młody smok
Offline

Dołączył(a): 05 mar 2007, 22:21
Posty: 129
Lokalizacja: Wrocek
Oj co do snów to ja wiele mogę powiedzieć :D Jeszcze jak jakieś mile spotkano odbędę bądź coś co zapadnie mnie w pamięć :D
Ale przedstawię taki typ jakich ja najbardziej nie lubię xP

'' Jestem u mojej babci, która mieszka w bliźniaku, (dwu piętrowiec).. Wchodze na dach i skacze.. A co najdziwniejsze powoli się opuszczam.. Skakałam tak kilka razy.. Kuzynki cieszą się i klaskają w ręce... Wtedy chcąc się pochwalić nową umiejętnością krzyczę ' -patrzcie co teraz zrobię' ^^.. I skoczyłam.. Lecz teraz spadałam pionowo.. Ziemia się zbliża.. I nagle bez wstaje z łózka jakby ktoś mnie przestraszył, ponieważ podskakuje wręcz..''

Bądź:

'' Biegnę sobie zadowolona, nagle ni z tąd ni z owad spadam z taboretu i znowu wstaje jak poparzona.. xPP''

Jak ja tego nie nawadze xPP

Choć powiem ze zdarzyło się parę i proroczych snów ^^''
Wiem uznacie mnie za czubka xPP Ale przyśnił mi się wypadek malucha z polonezem..
A następnego dnia oto proszę, tuż kolo mnie wypadek (na skrzyżowaniu) x)) Takie małe Deżawi xD <jak to się pisze? ^^''>

Cyganka prawdę ci powie xD :P

_________________
Cyganka prawdę Ci powie ^^


Ostatnio edytowano 25 lis 2008, 21:04 przez Sorriso, łącznie edytowano 3 razy

Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 24 lis 2008, 23:47 
Thaxll'ssillya
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 08 sie 2005, 11:18
Posty: 886
Lokalizacja: Manchester
deviantArt: naseilen
Wbiję się, teraz może nieco nie na temat, ale jeszcze tu wpadnę i coś naskrobię (taaa... tymczasowe lenistwo).

marino111 -
Składnia, ortografia, literówki... MASAKRA. I zagubiony sens postu. Nie za bardzo rozumiem, co chesz nam przekazać. Nie zamierzam krzyczeć, ani się złośliwie czepiać, proszę tylko grzecznie - popraw posta. Wiek, czy dyskleksja nie zwalnia z przestrzegania regulaminu - dotyczy on wszystkich. Pragnę przypomnieć, że:
Cytuj:
4. Dbaj o czytelność wypowiedzi. Postaraj się, żeby była logiczna i ortograficznie poprawna. To nie jest chat, przed wysłaniem zawsze możesz sprawdzić i poprawić wiadomość. A jeśli została już wysłana – możesz ją edytować.


Proszę ładnie o poprawę.

_________________
"Maturing is realizing how many things don’t require your comment."


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 25 lis 2008, 13:50 
Dracowate Bydle
Dracowate Bydle
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 02 maja 2006, 12:58
Posty: 1106
Lokalizacja: Pruszków
:akapit:Rzecz działa się rzekomo w lecie, tak wynikało z panujących warunków- soczyście seledynowa trawa, śliczny, słoneczny dzień i wszędzie panująca zieleń. Często dzieje się tak, że w moich snach widzę realne miejsca, dokładnie takie, jakie są w rzeczywistości, co wg mnie dodaje tylko smaczku snom. U mojej babci, za gospodarstwem domowym, gdzie mieszkałem przez kilka lat były pola ciągnące się na kilkaset metrów za stodołą. Po prawej stronie pola ograniczone były wielkim lasem, który biegł idealnie równolegle do miedzy. Z lewej zaś strony były olszyny. Zaczynały się mniej więcej 200 metrów za stodołą. Właśnie pod olszynami ja i kilku moich kolegów zbudowaliśmy sobie prowizoryczne boisko do siatkówki.
:akapit:Wbiliśmy 2 pale w ziemię i rozciągnęliśmy miedzy nimi siatkę. Świeciło słońce i zieleń wyglądała bardzo soczyście, idealnie wręcz. Pamiętam, jak jeden z moich kolegów (mógłbym powiedzieć imię, ale to bez znaczenia) miał aparat cyfrowy. W pewnym momencie dostał piłką i aparat koziołkując poturlał się nieco. Wszyscy zrobili klasyczne „Uuuu..”, ale okazało się, że z aparatem wszystko w porządku. By uniknąć podobnego wypadku swoją lustrzankę położyłem przy jednym z pali. Wszyscy świetnie się bawiliśmy grając w moją ulubioną grę.
:akapit:W pewnym momencie moją uwagę zaczęły przykuwać olszyny. Graliśmy na ich skraju i coś silnie przyciągało moją uwagę w pobliskie, mieniące się od rosy zarośla. W końcu poszedłem tam i ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu znalazłem tam… wilgotne od rosy najprawdopodobniej, mieniące się czerwienią, złotem, zielenią i pomarańczem smocze jajo. Tak. Nie wiem skąd, ale wiem, że to było smocze jajo, choć realia snu do tej pory wydawały się jak w naszym prawdziwym życiu. Jajo mieściło się w złączonych dłoniach. Zafascynowało mnie swoim kolorem i samym faktem, że ja, zwykły człeczyna trzyma w dłoniach coś tak unikalnego i cudownego. Wtem wszystko się zmieniło…
:akapit:Boisko do siatkówki, znajomi, soczysta zieleń i śliczne słońce na szafirowym niebie- wszystko to zniknęło. Zrobiło się ciemniej, jakby w ułamek sekundy z lata zrobiła się szara jesień. Oglądałem w dłoniach znalezisko idąc powoli w stronę końca działki, oddalałem się od zabudowań. Zauważyłem coś dziwnego na jaju. Idealnie po środku zroszonej skorupki znajdowało się małe, owalne wgłębienie. Idealnie pasowało do opuszka jednego z moich palców. Gdy tylko palcem dotknąłem „wgniecenie” skorupka jaja rozdzieliła się na pół a z wnętrza wyciekła jakaś substancja do złudzenia przypominająca wodę. Nie było jej wiele, ledwie kilka kropli. Pod zewnętrzną skorupką kryła się kolejna o takim samym kolorze. Co było jednak dziwniejsze. Wewnętrzna skorupka okazała się w jakiś niewytłumaczalny sposób tego samego rozmiaru co zewnętrzna, a przecież powinna być mniejsza…
:akapit:Moją uwagę przykuło jednak coś zupełnie innego. Na mojej dłoni z jaja wypadły dwie malutkie rzeźby. Jedna czarna druga beżowa. Trzymając smocze jajo w jednej dłoni obejrzałem uważnie każdy szczegół małych rzeźb. Coś w głowie podpowiedziało mi, że to idealne odzwierciedlenie smoczych czaszek. Ta o czarnej barwie to rzeźba dorosłego osobnika, ta o beżowej- młodego. Modele miały około 2-3 cm długości, jednak detale w nich zawarte były wręcz powalające.
:akapit:Szedłem z wilgotnym, smoczym jajem przez pole. Trawa została za mną, a ja stąpałem po szarej ziemi leżącej odłogiem. Kierowałem się w stronę zakrętu drogi gruntowej, która biegła lasem, równolegle do pola. Las na krańcu działki zwężał się i ciągnął dalej po przeciwległej stronie drogi. Czemu tam szedłem ze smoczym jajem? W niedługim czasie po odkryciu go w zaroślach zdałem sobie sprawę, że przecież jakiś czas temu dostałem pewną wiadomość, a raczej polecenie co mam z tym zrobić. Nie potrafię określić czy był to przekaz telepatyczny czy po prostu dostałem zwój. Było to bez znaczenia. Wiadomość pochodziła od kogoś, kto miał kontakt ze smokami, od kogoś pokroju smoczego jeźdźca. We śnie wydawał mi się, żę jest to osoba pokroju… Eragona Nie zmieniało to jednak prostego faktu. Moim „przeznaczeniem” było zanieść jajo do króla, który czeka na mnie w umówionym miejscu- na zakręcie drogi gruntowej…
:akapit:Po kilku minutach dotarłem we wskazane miejsce i przed sobą pojawił się wieki rycerz w czarnej, pełnej płycie. Siedział dumnie na czarnym koniu, w prawicy trzymał pionowo lancę, której czubek ozdabiała niewielka szarfa. Trzymałem przed sobą smocze jajo patrząc na króla, wszak to miał być król. Poprosiłem o pokazanie twarzy. Odmówił. Kolejne próby skończyły się tak samo. Wtedy zorientowałem się, że to pułapka. To wcale nie był król, tylko, jak to bywa w bajkach, podły książe, który potrzebował smoka by zdobyć panowanie nad królestwem. Nie mogłem pozwolić by przejął smoka. Zacząłem co prędzej uciekać ku oddalonej stodole. Rycerz nie od razu ruszył za mną w pogoń, nie musiał. Który konny nie dogoniłby rozpaczliwie uciekającego piechotą chłystka biegnącego przez odłóg? Ja jednak pędziłem co sił w nogach, smok był najważniejszy w tej chwili. Słyszałem za mną szarżującego rycerza, wszystko to napawało mnie lękiem. Wtem….cud? Nagle znalazłem się na koniu w pełnym galopie. Szanse powodzenia mojej ucieczki zwiększyły się znacząco, ale co to? Nie byłem sam na koniu. Miałem pasażera. Siedziała za mną dziewczyna w moim wieku. Miała ciemne, długie włosy, odziana w długą suknie o jednolitej barwie. Była moją przyjaciółką. Chyba tylko prawa rządzące snami potrafiły by wytłumaczyć całe to zdarzenie.
:akapit:Pędziliśmy na złamanie karku ku zabudowaniom gospodarstwa, które teraz zamienił się w niewielki fort. Choć bardziej przypominał okoloną niewielkim, kamiennym murem posiadłość majętniejszego jegomościa. Czułem, że goniący nas rycerz jest coraz bliżej i bliżej, niemal czuję w trzewiach czubek jego lancy. Jednak los był łaskawy dla mnie…chociaż odrobinę. W pełnym pędzie wjechaliśmy na wielką równie pochyłą , wysoką na jakieś dziesięć, dwanaście metrów. Wyskoczyliśmy wysoko ponad dach stodoły. To był nasz jedyny ratunek. Wóz, albo przewóz. W locie wypadłem z siodła i wystrzeliło mnie w przód. Moja przyjaciółka spadła chyba w stóg siana pod murem a potem do wanny, z której latem po wypasie piją krowy. Przeżyła, choć nie była raczej zadowolona z lądowania. Koń nie miał szczęścia w ogóle. Spadł na piach na podwórku i zginął na miejscu. Cały czas mocno trzymałem smocze jajo przy swojej piersi. Z rozpędu przy wyskoku przeleciałem niemal nad całym podwórkiem i zacząłem spadać na dach parnika (rodzaj pomieszczenia gospodarczego). Całe szczęście był on pochyły. Spadałem prosto na niego. Gdyby dach był płaski została by ze mnie tylko morka plama. Uderzyłem o niemalowaną, karbowaną blachę i zacząłem turlać się. Pierwsze uderzenie bolało najbardziej. Spadłem z dachu na jakieś skrzynie co również bolało, potem znowu na jakieś niższe skrzynie i znowu ból. W końcu przeturlałem się jeszcze kilka razy już po ziemi i zatrzymałem się. Wypuściłem z dłoni trzymane jajo, które przeturlało się kawałek po piasku. Głowa przechyliła mi się w stronę stodoły. Widziałem, jak moja przyjaciółka, mokra i oblepiona słomę wychodzi z wanny i w sumie poza kilkoma sińcami nic jej nie jest. Nagle prze de mną, a raczej nade mną pojawił się mężczyzna w zielonej, długiej szacie. Do złudzenia przypominała szaty magów. Potem dostrzegłem inne osoby w podobnych szatach, proste, długi o jednolitym kolorze. Jegomość pochylony nade mną uśmiechał się, chyba wziął jajo krzycząc z radości do mnie „Brawo! Udało się!”. Potem zaczęło się robić coraz ciszej i ciemniej. Leżałem na plecach, po upadku tak bardzo mnie wszystko bolało... Jeszcze przed chwilą jajo uratowanego smoka leżało przy mojej dłoni. Uratowałem je, tylko to się liczyło i w tym momencie chyba straciłem przytomność….a może umarłem?



:akapit:No, nazbierało się niemal jak na opowiadanko. Teraz by dodać jeszcze może szczyptę pikanterii do tej opowiastki podam wam kilka faktów.
:akapit:Podczas pisania nie powiedziałem Wam o jednym by nie przerywać ciągłości wydarzeń. Przekaz z informacją na temat spotkania w celu przekazania jaja. We śnie gdy tylko g dostałem od razu wiedziałem, że jest sfałszowany. Nikt od króla wcale nie wysłał mi takiej wiadomości. Owszem, miało odbyć się takie spotkanie, ale to nie był jeszcze ten czas. To po jakiego pieruna tam poszedłem z tym jajem, skoro wiedziałem, że to podstępny spisek? Odpowiedź jest bardzo prosta- bo tak trzeba było. Takie było przeznaczenie i trzeba było je wypełnić mimo iż wiedziałem, że to podstęp. Jedyne czego nie wiedziałem, to dalszych wydarzeń. Jeszcze jedna rzecz. W trakcie snu, właśnie jak szedłem na spotkanie z tym złym, czarnym rycerzem wiedziałem już, że ten sen, znaczy te wydarzenia już raz przeżyłem. We śnie przypomniało mi się, że już miałem dokładnie taki sam sen. Wszystko tak, jak za pierwszym razem, te same, zadziwiające detale. Nie wiedziałem tylko czy śniło mi się to jakiś czas temu, czy tuż przed snem, który pamiętałem na bieżąco. Może dlatego właśnie wiedziałem, że owy przekaz jest sfałszowany? Kto wie…kto wie :>
:akapit:Cóż, jakby ktoś chciał to mogę pokazać z googleearth dokładne miejsce wydarzeń a nawet pokazać rozmieszczenie budynków w owym forcie, gdzie spałem na dach i dokładnie wskazać gdzie upadł koń, gdzie owa dziewczyna ze snu (tylko kim ona była, nie wiem, nie mam takiej przyjaciółki, jaką ona mi we śnie była) i ja.

_________________
"What Now Draco?.....What We Do?.....Without You?.....Where We Turn?.......To the Stars, Bowen, To The Stars..."

Niuśka Grudzień2002- 8 Stycznia 2009 godzina 10:15...
Żegnaj ukochany Legwanku...
Obrazek


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 25 lis 2008, 22:51 
Czarny kot z Rygi
Czarny kot z Rygi
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 01 wrz 2006, 09:01
Posty: 1432
Lokalizacja: Dom mój gdzie ludzie mi przychylni
Powiem tylko: wow o.O!
Niesamowicie długi i szczegółowy sen, zadziwiająca jest jego treść, dokładność... i pewna logiczność. W moich snach ciężko dopatrzyć się takiej logiki, długości... Wkrótce po obudzeniu się nie pamiętam większej części snów. Muszę przyznać, że Ci zazdroszczę tak dokładnego i "prawdziwego" śnienia. Tego typu sny są po prostu piękne i aż czuje się żal że się skończyły.
Jeśli chodzi o mnie to mogę zacytować pewną piosenkę:

I found it kind of funny, I find it kind of sad
The dreams in which I'm dying are the best I've ever had


Trochę smutna część mojej psychiki, mimo to jeśli mam sen o smokach to zwykle towarzyszy temu proces mojego umierania, bądź świadomości nieuchronnej śmierci (jak u chorych na raka bądź nosicieli HIV). Nie martwcie się jednak, miałem też dobre sny, jak znajdę więcej czasu to opiszę chociaż jeden z nich ;)

_________________
Flight of dragons... in the sky... or in my mind?
Avatar by Annoth


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 26 lis 2008, 00:02 
smok
smok
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 19 lip 2006, 13:34
Posty: 773
Lokalizacja: XXXX
Bowen, ja nie moge... Tak rozbudowanych snów to nigdy nie jestem w stanie spamiętać. Znacie ten stan że przeżyliście we śnie coś wielkiego, ale nie wiecie co? No też właśnie. Sen ciekawy, nie tylko przez wielkość i szczegółowość ;)

Z moich snów... niektórych wole nie opowiadać, smocze moje nie są ciekawe.
Niedawno śniła mi sie gilotyna budynków, cieła budynki z zawartością na cieniutkie, metrowe pask. Nie miało to żadnego celu, ani sensu.


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 26 lis 2008, 01:34 
Dracowate Bydle
Dracowate Bydle
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 02 maja 2006, 12:58
Posty: 1106
Lokalizacja: Pruszków
Ah, byłbym zapomniał. Wszystkie te uczucia podczas biegnięcia przez nieco grząskawą ziemię, morderczy galop na koniu i wreszcie uczucie spadania czy upadku (choć to ostatnie najmniej) były bardzo realne, jakby na prawdę je odczuwał.

_________________
"What Now Draco?.....What We Do?.....Without You?.....Where We Turn?.......To the Stars, Bowen, To The Stars..."

Niuśka Grudzień2002- 8 Stycznia 2009 godzina 10:15...
Żegnaj ukochany Legwanku...
Obrazek


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 26 lis 2008, 01:45 
smok
smok
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 31 maja 2006, 22:19
Posty: 540
Lokalizacja: Gliwice/Mysłowice
Metrowe? Nie jest jeszcze tak źle, ja miałem parę razy jazdę że w przyszłości a'la Fallout wpadłem/zostałem wrzucony do prasy na śmieci/złom/inne, nie było to ciekawe ;) Szczególnie że ta prasa najczęściej była uruchomiona.

A z typowo smoczych które zapamiętałem był jeden, mocno realistyczny, niestety, ciachnięty.
Typowy dzień gimnazjalisty, pobudka, przebranie się, śniadanie i do szkoły. Lato, słoneczny poranek, tylko niebo coś zachmurzone na horyzoncie, tylko jakoś takie dziwne, nie typowo jak przy chmurach burzowych, tylko takie postrzępione, jasne z bardzo wieloma ciemnymi plamami. Ale co ja się tam będę przejmować, do szkoły z 300 metrów, w razie czego sprint i jestem na miejscu.
No i powoli mijają lekcje, nie pamiętam już jakie, ale 'całość' (o ile można to tak nazwać) rozegrała się o dwunastej, akurat była matematyka. Siedzę pod ścianą, przedostatni rząd. Lekko znudzony obserwuję blokowisko za oknem. W pewnym momencie coś szybko przemknęło zasłaniając mi widok - na tyle szybko że większość nie zwróciła uwagi, jedynie po chwili otworzyły się wszystkie okna, nawet te pozamykane. Wszyscy zdumieni patrzą po sobie nie wiedząc co się dzieje, gdy nagle blokowisko w oddali staje się wielką pochodnią, nad która unosił się jakiś ogromny obiekt. I w tym momencie górę wzięły ludzkie odruchy - wszyscy zaczęli biec do drzwi. Lecz zanim zdążyłem się podnieść, na kursie kolizyjnym z moją klasą zmierzała cysterna (naczepa do ciągnika siodłowego, pusta, stała przez jakieś 3 lata przy Autobarze niedaleko jako billboard). Oczywiście nic nie wskazywało na to, że zechce się zatrzymać, więc nie zastanawiając się padłem plackiem, patrząc jak naczepa wbija się w okna. Zasłoniłem głowę rękoma, słyszałem i czułem jak wszędzie upadają kawałki szkła i cegły. Wstałem, w klasie nie było nikogo. Wtedy pojawił się łeb czarnego smoka (nadzwyczajne, nieprawdaż?) zasłaniający prawie cały otwór powstały po beczce. Znalazłem się w sytuacji bez wyjścia (i to dosłownie). W przypływie sam-nie-wiem-czego postanowiłem zrobić ostatnią rzecz w życiu i dotknąć tego łba...

No, i to by było na tyle, bo mój budzik uznał że śpię za długo. Po raz pierwszy miałem ochotę wywalić go przez okno.

_________________
Obrazek


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 26 lis 2008, 18:28 
smok
smok
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 10 paź 2005, 14:15
Posty: 253
Widzę, że sporo ludzi miewa dosyć ciekawe sny, a i ja dorzucę swoje trzy grosze. :)


Ostatnio miałem sen w realiach (że tak powiem) Rome: Total War. Mówiąc dokładniej unosiłem się nad polami, przecinanymi rzeczułkami, przed pewnym miastem. Na tych polach stały naprzeciw siebie dwie armie: Rzymian oraz bliżej niesprecyzowanych barbarzyńców. Bitwa rozpoczęła się od starć w centrum i prawym rzymskim skrzydle, i tutaj legioniści spisywali się na medal. Niestety wróg posłał sporą gromadkę słoni, która zaatakowała rzymskie lewe skrzydło. Biorąc pod uwagę to, że Rzymianie nie mieli tam ani jednego oddziału włóczników - którzy mogliby odeprzeć tego rodzaju atak - słonie przebijały się przez kolejne szeregi zbrojnych, zmiatając wszystko na swojej drodze.
Dalszy ciąg tej bitwy był taki, że Rzymianie wycofali się do miasta (które tak naprawdę było wielkości małej wioski, a tylko budynki wyglądały jakby były wzięte z Forum Romanum). Barbarzyńcy zatrzymali się na jego skraju, a słonie gdzieś zniknęły (może ich dowódca uznał, że nie ma potrzeby kopać leżącego i wycofał je? :P ). Przez chwilę obie armię ścierały się ze sobą na okrzyki, przy czym te wydawane przez Rzymian były trochę zagłuszane przez liczebniejszych barbarzyńców. Potem z armii przed miastem posypały się strzały, a i Rzymscy łucznicy (ustawieni na dachach budynków) odpowiedzieli salwą. W rezultacie tej wymiany ognia (jeśli tak to można nazwać w odniesieniu do salw łuczniczych) rzymskie sił jeszcze bardziej się rozkruszyły, a jeden oddział z przodu i na lewo został całkowicie unicestwiony, pozostawiając jedną z uliczek (zapomniałem wspomnieć, że to miasto nie miało żadnych murów obronnych) nie bronioną. Nie powiem wam jak zakończyła się ta bitwa, bo w tym momencie sen się skończył, ale można być pewnym, że Rzymianie by zwyciężyć w tej sytuacji potrzebowaliby cudu...


Względnie często śni mi się, że posiadam jakieś niezwykłe psychiczne moce, dzięki którym mogę na przykład latać, tylko za pomocą sił woli. Muszę przyznać, że takie latanie bardzo mi się podoba. Problem w tym, że zazwyczaj kończy się to tak, że wracam z powrotem na ziemię i nie mogę z powrotem unieść się w powietrze. Bez względu na to, jak mocno próbuję tego ponownie dokonać (podskakując przy tym jakby to miało pomóc w odzyskaniu mocy lewitacji), nie udaje się. Nawet nie wiecie jak to może być frustrujące. :evil:


Raz miałem taki sen, w którym leżałem w łóżku i nagle widzę, że przez drzwi do mojego pokoju wchodzi... Szarak (czyli kosmita). Ja wstałem z łóżka, a Szarak zaczął się do mnie powoli zbliżać. W tym momencie padłem na podłogę nakrywając głowę rękoma, mamrocząc do Ufoka, by odszedł, by nie robił mi krzywdy. Pamiętam, że bardzo się wtedy bałem. Na tym sen się skończył. Interesujące, nie? Oby tylko nie okazało się, że to wcale nie był sen. :P

_________________
Jestem smokiem i nic co smocze nie jest mi obce.


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 28 lis 2008, 14:12 
Dracowate Bydle
Dracowate Bydle
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 02 maja 2006, 12:58
Posty: 1106
Lokalizacja: Pruszków
Tak, sny o lataniu, miewam je dosyć często. Na ogół schemat snu jest taki sam. Jestem u siebie w mieście, ewentualnie na działce, na wsi. jest piękny, słoneczny dzień, szafirowe niebo cieszy oko swoim kolorem, lato w pełnej krasie i rozkwicie. Często jest tak, że patrzę w niebo i tak jakbym był chłonięty przez jego piękno, czuje wielką radość, uniesienie i niewypowiedziane szczęście. I wtedy właśnie moje stopy odrywają się od ziemi, a grawitacja jakby traciła siłę. Pamiętam, że często podczas tego lotu uwielbiałem "skakać" po ogrodzeniach na jednej nodze, robić salta i fikołki w powietrzu, wznosiłem się i robiłem pętle. Nic nie mogło mnie powstrzymać, po prostu byłem wolny, niczym smok:). Często w takich snach latam po parku niedaleko mnie, lawiruję między gałęziami i drzewami, nurkuję i lecę tuż nad ziemią czy wodą a potem wznoszę się i pętla i beczki. Kilka razy źle wyliczyłem i zaryłem o ziemię koziołkując:). Otrzepywałem się i dalej jakbym jednoczył się z naturą i znowu latał w najlepsze. Czasem jednak lot trwa krócej niż bym chciał i zaczynam spadać. Czuję wtedy strach, lęk przed czymś, odczuwam, jak moje narządy wewnętrzne podchodzą mi do gardła, gdy zaczynam spadać, a także jakbym cierpiał na lęk wysokości. Na szczęście w tedy na siłę próbuję znów poczuć to radosne uniesienie i udaje mi się wylądować gładko na nogach :).

_________________
"What Now Draco?.....What We Do?.....Without You?.....Where We Turn?.......To the Stars, Bowen, To The Stars..."

Niuśka Grudzień2002- 8 Stycznia 2009 godzina 10:15...
Żegnaj ukochany Legwanku...
Obrazek


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 29 lis 2008, 17:20 
bułkozjadacz
smok
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 15 wrz 2006, 16:36
Posty: 488
Lokalizacja: Kraków
Zazdroszczę Wam waszych snów T^T Są ciekawe. Nie to co moje: albo mi się śni, że się spóźniam do szkoły i utykam w dziurze czasowej: nawet jak z domu wyjdę godzinę wcześniej niż powinnam, to i tak się spóźniam (te sny są przerażające O_o), albo np. dwie miski w szafce zamiast jednej. I w której zrobić sobie śniadanie? oto jest pytanie xD

Smoki mi się jeszcze nigdy nie śniły, nie lubią mnie D:

_________________
Wsiadł do autobusu smok z liściem na głowie


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 29 lis 2008, 19:55 
zbananowany
zbananowany
Offline

Dołączył(a): 14 paź 2006, 12:57
Posty: 192
Lokalizacja: Z takiego miejsca, że jakbym Ci powiedział, to bym musiał Cię zabić...
Ja, jeśli pamiętam jakiś sen, to najczęściej jest to LD (nie mylić z little_devilem!). A w LD najczęściej właśnie "robię" sobie smoki. Niestety LD osiągam niezmiernie rzadko, nigdy jeszcze nie udało mi się go uzyskać na zawołanie, zawsze jest samorzutny. Próbowałem już wszystkich metod na to i nic... Ech, to chyba nie dla mnie, chociaż bym chciał mieć LD "nieco" częściej. Ale to już chyba offtopic.


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 29 lis 2008, 20:14 
Czarny kot z Rygi
Czarny kot z Rygi
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 01 wrz 2006, 09:01
Posty: 1432
Lokalizacja: Dom mój gdzie ludzie mi przychylni
LD? A rozwiniesz jak to rozumiesz? Bo ja mam takie samo skojarzenie jakby między te dwie literki dodało się "S" :>. Zaraz zabawniej czyta się wypowiedź z podmienioną nazwą :P

_________________
Flight of dragons... in the sky... or in my mind?
Avatar by Annoth


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 30 lis 2008, 18:12 
Dracowate Bydle
Dracowate Bydle
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 02 maja 2006, 12:58
Posty: 1106
Lokalizacja: Pruszków
:akapit:A teraz czas na jeden z bardziej przerażających snów, który nawiedził mnie tylko..a może aż trzy razy. Sama treść snu może była dość makabryczna, ale miewałem straszniejsze sny...jednak w gruncie rzeczy nie sam sen był najgorszy lecz to co było po nim...
:akapit: Rzecz działa się, jak zwykle w realnym miejscu- ruchliwa droga między Grodziskiem Mazowieckim a Pruszkowem. Najprawdopodobniej wybrałem się na jakieś spotkanie w Grodzisku ze wszystkimi moimi znajomymi. Realni w każdym calu. Wszyscy świetnie się bawili, udane spotkanie, humory dopisują. Jest jednak późno już- grubo po północy a przed nami kilka kilometrów marszu poboczem drogi. Za dnia ruchliwej, teraz jakby zapomnianej przez wszystkich a tylko oświetlane ulicznymi latarniami rzucającymi blado-zółte światło na asfalt.
:akapit:Pamiętam, jak mijaliśmy znak drogowy, czarny napis na białym tle informujący o terenie zabudowanym miasta Grodzisk. Nie potrafię powiedzieć ile nas tam było. Teraz były by to tylko puste liczby. Droga wiodła przez pola, czasem przez niewielkie lasy, żaden samochód nie nadjeżdżał, byliśmy sami w letnią, ciepłą noc.
:akapit:Ktoś potrzebował iść na stronę i na chwilę odłączył się od grupy, która powoli szła dalej powoli, by ten kto odszedł mógł nas dogonić. Jednak ten ktoś długo nie wracał a grupa szła przed siebie. Nagle na jednej z latarni po prawej stronie drogi (stronie po której się poruszaliśmy) dostrzegliśmy coś co chyba nas wszystkich po prostu zamurowało...wisielec. Przystanęliśmy zatrwożeni tym widokiem. Oto przed nami, po środku niczego, na jednej z tych cholernych latarni wisiał martwy ten znajomy, który się odłączył...
:akapit:Nie wiem co było bardziej przerażające, to czy właśnie nasz znajomy wisiał na latarni bez iskierki życia, czy fakt, że po chwili, jak gdyby nigdy nic wszyscy ruszyli dalej. Po pewnym czasie atmosfera znowu była wesoła, jakby zupełnie nic się nie stało.
:akapit:Za jakiś czas kolejna osoba się odłączyła. Miała zaraz wrócić...nigdy ponownie jej nie ujrzeliśmy...nie ujrzeliśmy jej żywej. Minęło kilka latarni...a ta osoba wisiała ponad poboczem. Rozległy się szmery, momentalnie grobowa atmosfera dała o sobie znać. Rozglądaliśmy się, ale nic niezwykłego nie dostrzegliśmy. Po chwili wesoła, zmniejszona o dwóch członków grupka ruszyła dalej, do Pruszkowa.
:akapit:Mijały kolejne metry, kolejne latarnie. Znowu ktoś odłączył się od grupy. Znowu ten sam scenariusz. Latarnia. Wisielec. Strach. Idziemy dalej weseli. Grupa utrzymuje tempo marszu, ktoś idzie wolniej, oddala się od grupki i oddala.... mija kilka latarni, znajdujemy go powieszonego. Znowu ten sam scenariusz. Stało się teraz dla mnie jasne, że ten, kto oddali się od grupy, zostanie sam- zginie. Znajdziemy tylko jego powieszone ciało na kolejnej cholernej latarni pochylonej nad tą cholerną drogą, w tą cholerną, czarną noc... Prosiłem by nikt się nie oddalał od grupy. Na nic. Wędrowaliśmy dalej do domu, do Pruszkowa. Wiedziałem, że jak tam dotrzemy będziemy bezpieczni, ale było jeszcze wiele drogi przed nami...wiele latarni...
:akapit:Niemal wszystkich moich znajomych znajdowaliśmy powieszonych na latarniach. Zostało już nas niewielu...raptem 4 osoby- ja, mój "przyjaciel" i "bliski kolega" ze swoją dziewczyną- najbliższe mi osoby, jakie miałem wtedy. Na szczęście byliśmy już tak blisko naszego miasta, widzieliśmy już łunę na chmurach, ale jeszcze kilkaset metrów drogi było przed nami. Z jakiegoś powodu mój "przyjaciel" odłączył się od naszej grupki. Znaleźliśmy go oczywiście powieszonego na latarni. Wszyscy, którzy odeszli wisieli wysoko nad ziemią. Kamienne, martwe twarze, ciała zwisające swobodnie powieszone za kark. Cóż.. trzeba było iść dalej, ku miastu. Przed samym miastem była stacja benzynowa, oświetlona białym światłem a na niej kilka samochodów było zaparkowanych na parkingu. Pamiętam, jak podszedłem do białego sedana. Były w nim 4 osoby. Błagałem by nas podwieźli do miasta, tylko ten kawałek, tylko te kilkaset metrów. Niestety wytłumaczyli się, że nie mają miejsca w samochodzie. Mieli rację, nie zmieściłbym się tam nawet ja. Odjechali. Wróciłem do kolegi i jego dziewczyny i ruszyliśmy do miasta.
:akapit: Idąc rozmyślałem o tych, którzy nie dotarli tutaj. Towarzyszące mi osoby szły przytulone do siebie- jak to zakochana para. Zapatrzyłem się na nich jak idą objęci, pogrążeni w rozmowie se sobą, uśmiechnięci. mimo iż ja sam nie miałem nikogo, a chciałem, ten widok napawał mnie jakąś radością, tak jakby część ich szczęścia spływała na mnie. Nie zauważyłem dokładnie momentu gdy przekroczyliśmy białą tabliczkę z czarnym napisem "Pruszków". Już szliśmy opustoszałą Aleją Wojska Polskiego, Już widziałem te szare, brzydkie blokowisko- os. Staszica i te jego bloki z czasów PRLu.
:akapit: Błądząc myślami gdzieś, między niebem a ziemią patrzyłem jak zakochana para bawi się, biegną gdzieś razem. Byłem zupełnie spokojny, nie zdawałem sobie nawet sprawy z tego, że to ja zostaje sam... Nagle ta myśl "O nie, oni są razem, a ja jestem sam! Zaraz umrę!" wylała na mnie kubeł nie zimnej wody nawet, tylko czystego przerażenia z domieszką strachu i paniki. Rzuciłem się do biegu za nimi. Pamiętam, jak biegłem a oni goniąc się znikli gdzieś za blokiem przy ulicy. Wypadłem zza rogu przerażony i...stanąłem jak zamurowany. Przede mną, na jednej latarni wisiał kolega ze swoją dziewczyną. Powieszono ich obok siebie...tylko oni zginęli razem, a przecież to ja powinienem tam wisieć, to ja byłem sam jeden. Twarze bez wyrazu, zamknięte, martwe oczy, charakterystycznie pochylone głowy ku dołowi. A ja sam w moim "bezpiecznym" mieście....





:akapit:Ten sen śnił mi się dokładnie 3 razy, za każdym razem idealnie powtarzało się to samo, jak w jakimś cholernym filmie. Dwie ciekawostki przychodzą mi do głowy...no, może trzy. Pierwsza z nich- sny te śniły mi się w czasach liceum jeszcze. Budziłem się dysząc ciężko, jak gdybym naprawdę biegł za nimi czując śmierć na karku. Jednak co ważniejsze śniły mi się osoby dobrze mi znane, uważałem je za moją paczkę, ale również osoby wtedy mi jeszcze nie znane. Jakież było moje zdziwienie gdy nagle widzę osobę dokładnie jak ze swojego snu... Element jakiegoś "proroctwa"? kto wie... Druga rzecz- interpretacja tego snu. Moja ciocia- bioenergoterapeutka zinterpretowała to tak (najważniejsze tylko podam). Osoby, które znałem i zostały powieszone miały mnie opuścić. Kolejność wieszania miała odpowiadać kolejności, w jakiej dane osoby odwrócą się ode mnie i zerwą znajomość. Latarnie miały symbolizować kolejne etapy w moim życiu.
:akapit: Po trzecie... przerażający fakt. Cała interpretacja snu sprawdziła się w stu procentach...po kolei traciłem kontakt ze wszystkimi, w takiej samej kolejności, w jakiej coś wieszało te osoby w moim śnie na pochylonych latarniach, przy drodze Grodzisk Maowiecki- Pruszków rzucających blado-żółte światło na czarny asfalt w bezksiężycową noc...

_________________
"What Now Draco?.....What We Do?.....Without You?.....Where We Turn?.......To the Stars, Bowen, To The Stars..."

Niuśka Grudzień2002- 8 Stycznia 2009 godzina 10:15...
Żegnaj ukochany Legwanku...
Obrazek


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 20 gru 2008, 01:39 
jajko
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 22 lut 2008, 00:29
Posty: 13
Lokalizacja: Skarżysko-Kamienna
Kenahi napisał(a):
LD? A rozwiniesz jak to rozumiesz? Bo ja mam takie samo skojarzenie jakby między te dwie literki dodało się "S" :>. Zaraz zabawniej czyta się wypowiedź z podmienioną nazwą :P


LD, jest to skrót z angielskiego Lucid Dreams [nie wiem czy dobrze napisałem], czyli w wolnym tłumaczeniu na język polski jest to świadomy sen. Główną cechą LD jest to że podczas snu mamy świadomośc że śnimy, i pamiętamy cały sen, w pewnych przypadkach możemy go też kontrolować. Całkiem ciekawa zabawa, ale nie polecam, ponieważ na dłuższą mete prowadzi do tego, że przestaje się śnić normalne sny, i można się nabawić bezsenności, albo też sen nam może się wydłużyć nawet do 12-13 godzin, co jest bardzo niezdrowe. Trochę się z tym bawilem ;)


A teraz trochę o moich snach ;3
Pamiętam jeden bardzo fajny sen, byl bardzo realny i jednocześnie bardzo fantastyczny. A mianowicie, śniło mi się że jestem anthro smokiem [człekokształtnym sokiem], i że to nikogo nie dziwiło. Miałem 1.8m wzrostu, białe futro, złote rogi [patrz mój avatar], ogólnie uczucie bylo świetne, nie sposób mi go opisać całej tej euforii, która prze ze mnie przepływała. Jedno z fajniejszych uczuć jakie może spotkać człowieka ;) We śnie odwiedziłem moją babcię, albo ciocię, która wyraźnie była starsza niż teraz, zjadłem obiad, chyba pomidorową albo rosół, pogadałem o pierdołach i wyszedłem. Trochę dziwny sen ale mi się bardzo podobał, zwłaszcza to że bylem smokiem ;)

_________________
Jestem sobie futrzasty smok XD


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 20 gru 2008, 15:22 
Czarny kot z Rygi
Czarny kot z Rygi
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 01 wrz 2006, 09:01
Posty: 1432
Lokalizacja: Dom mój gdzie ludzie mi przychylni
O, dzięki za wyjaśnienie pojęcia ;). Twój sen coś mi przypomniał.

Za czasów liceum przyśnił mi się zwykły dzień w szkole. Liceum do którego chodziłem, znajomi, wszystko takie jak w rzeczywistości. Z wyjątkiem jednego. Na planie zajęć obok np. matematyki czy chemii miałem zajęcia z... jeździectwa na smoku x). Co prawda byłem jedyną osobą, która je miała (ach te wredne zajęcia ponadpodstawowe :P), lecz dla innych fakt zajęć ze smokami nie był niczym nadzwyczajnym.
Tak czy siak zajęcia miałem w miejscu, przez które codziennie jeździłem do szkoły. Tam tramwaj wjeżdża w krótki tunel pod torami kolejowymi i przez parę sekund jazdy jest ciemno jak w metrze. I to właśnie tam miałem tego dnia zajęcia ze smokiem.
Sen miałem za czasów swej największej weny do pisania, tak więc jak można się domyślić smokiem był bohater moich wypocin. Wyglądał i zachowywał się dokładnie jak go sobie wyobrażałem. Przebiegu samych zajęć nie pamiętam, ale było tam trochę latania, trochę komunikowania się telepatią, a nawet ćwiczenia na refleks i odwagę w uskakiwaniu przed nadjeżdżającymi tramwajami x).
Lekcja została przerwana przez przybycie zdyszanej koleżanki z klasy, która wyzipiała iż nauczyciel od geografii każe mi natychmiast stawić się w pokoju nauczycielskim i jest to sprawa najwyższej wagi. Chyba miało to jakieś powiązanie z oblaną kartkówką. Tak czy siak przestraszyłem się tak mocno, że aż... się obudziłem x). Jak widać bardziej przerażający okazał się być dywanik u nauczyciela (w rzeczywistości bardzo wymagającego) niż uskakiwanie przed tramwajami :P.

_________________
Flight of dragons... in the sky... or in my mind?
Avatar by Annoth


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 08 sty 2009, 20:09 
pisklak
pisklak
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 03 lut 2006, 15:22
Posty: 46
Lokalizacja: Z miasta Smoka Wawelskiego...
Zgadzam się, szkoła często najbardziej przeraża :D .
Niezwykłe są te wszystkie Wasze sny..... Prawie nigdy nie zdarzało mi się, żeby mi się coś takiego przyśniło.... Raz jeden tylko śniło mi się bardzo dokładne i szczegółowe zakończenie mojej "powieści" xD . Też miałam wtedy dość dużą wenę, ale nie mogłam wpaść na to zakończenie, i proszę, przyśniło mi się.....;).

_________________
"Słońce błyśnie między wschodem a zachodem,
Mimochodem obrysuje miasto chmur..."
Jacek Kaczmarski


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 30 sty 2009, 14:32 
Dracowate Bydle
Dracowate Bydle
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 02 maja 2006, 12:58
Posty: 1106
Lokalizacja: Pruszków
:akapit: Nadszedł czas na krótkie opisanie snu o dość... hmm, może po prostu określmy jo mianem specyficzny i bardzo realistycznym, oj bardzo.
:akapit: Rzecz działa się tradycyjnie już w moich rodzinnych stronach, w domu mojej babci, gdzie mieszkałem za młodu ładnych parę lat. Był jasny dzień, niebo było raczej zasnute delikatnymi smugami chmur a kontur słońca był zamazany. Najprawdopodobniej było to późne lato. Wszystko wygląda ładnie pięknie, tylko jedno psuło miłą atmosferę. Taki mały szczegół, właściwie kilka małych, szczegółów. Bo któż by tam zwrócił uwagę na mój żołnierski strój z czasów ułanów? Albo na to, że trzymam naładowany karabin w rękach? A to, że stoję za piwnicą do połowy zakopaną w ziemi, między tylną ścianą a rzędem leszczyn, a przede mną stoi śliczny wrogi żołnierz, z przepiękną lufą swojego karabinu wycelowaną prosto we mnie?
:akapit:Na prawdę, cały urok wojny, kiedy to dwóch ludzi staje na przeciw siebie w tym ładnym i ciepłym dniu, jeden z nich jest zupełnie zaskoczony obecnością drugiego (tym zaskoczonym byłem niestety ja), a ten drugi celuje w pierwszego. niestety nie miałem szans. Patrzyłem tylko na mojego wroga (niestety nie wiem, jakiej był narodowości). Nagle coś huknęło, poszedł dym z jego lufy. Padło kilka strzałów, każdy z nich trafił mnie prosto w brzuch i klatkę piersiową. Broń wypadła mi z rąk, upadłem plecami na trawę, czułem w ustach smak krwi i metaliczny posmak ołowiu, jakbym czuł smak ołowianych nabojów. Wróg stał na swoim miejscu i patrzył, jak konam. Trzeba jednak pamiętać, że to był sen. Mój sen. ponieważ moje sny są bardzo realistyczne, to skoro dostałem kilka śmiertelnych postrzałów próbowałem przestać oddychać- by było realistycznie. Niestety (a może stety?) nie dało się. Leżałem tak chwilę próbując umrzeć, ale nie dało się. W końcu wstałem i patrzyłem na przeciwnika, który powiedział dokładnie te słowa, które zostały mi w pamięci, jak wygrawerowane na blasze.
- Jesteś nieśmiertelny. Ciebie nie można zabić. Teraz Ty zabij mnie. Przegrałem- słowa te wypowiedział, tonem, którego nie sposób dokładnie opisać. W jego słowach było ziarno podziwu, jakby szacunku przy zwracaniu się do kogoś na prawdę ważnego, kogoś wyjątkowego. A przecież to byłem tylko ja. Jego ostatnie słowa brzmiały jak przesłanie.
:akapit:To była wojna. Powoli wziąłem karabin do rąk, wycelowałem w jego klatkę piersiową i oddałem śmiertelny strzał. Poczułem dumę, że strzeliłem do niego tylko raz, podczas, gdy on strzelił do mnie kilka razy (chyba sześć dokładnie).
:akapit: Tutaj sen się skończył. Jednak ta historia ma drugie dno. Nie ugryzłem się w język, nie przygryzłem wargi, nikt mi we śnie nie dał po twarzy, a po przebudzeniu się czułem w ustach smak krwi i tego cholernego ołowiu...
(Inne sny z moimi "przygodami" opiszę za moment)

_________________
"What Now Draco?.....What We Do?.....Without You?.....Where We Turn?.......To the Stars, Bowen, To The Stars..."

Niuśka Grudzień2002- 8 Stycznia 2009 godzina 10:15...
Żegnaj ukochany Legwanku...
Obrazek


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 03 cze 2009, 21:47 
Dracowate Bydle
Dracowate Bydle
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 02 maja 2006, 12:58
Posty: 1106
Lokalizacja: Pruszków
Kolejna porcja snów z cyklu" Bowena sposoby na odejście z tego świata":
:akapit: Ciemna noc, ale przynajmniej było ciepło, jak to latem w centrum Polski, ładne, czyste niebo nad Warszawą roztaczało granatowy całun nad wszystkimi. Właśnie wracałem z kolejnego spotkania, byłem u Cirgona- miła, śmieszna i sympatyczna wizyta. Byłem lekko zmęczony po podróży pośpiesznym, ale humor dopisywał. Z pociągu wysiadłem na Dworcu Zachodnim. W sumie nie wiem nawet czemu, bo przecież następna stacja wspomnianego "pośpiecha" to Centralny, na który zmierzałem tramwajem by przesiąść się do wkd (Warszawska Kolej Dojazdowa). Tak czy owak, jakkolwiek by to dziwnie nie wyglądało, poczekałem chwilę na tramwaj i ruszyłem na stacje końcową wkdki. Wsiadłem w drugi wagon i stanąłem przy środkowych, najszerszych drzwiach. Granatową torbę podróżniczą postawiłem przy nogach, zaraz za krzesłem przy oknie, tak by nie wadzić nikomu, kto by wsiadał/wysiadał.
:akapit: Tramwaj gładko sunął po torach i szybko miałem wysiąść, bo z Zachodniego, do Centralnego nie jest daleka droga. Tramwaj zbliżał się do "krzyżówki" z torami przeznaczonymi dla pociągów dalekobieżnych. Dziwne, wszak nigdy tak się nie buduje torów i nie ma nigdzie takiej krzyżówki. Cóż.. skoro nie istnieje w warszawie tramwaj miedzy Zachodnim a Centralnym, to czemu we śnie nie miało by być takiej "torowej krzyżówki"?. Nagle, od mojej strony dostrzegłem coś, co chyba jeszcze bardziej mnie zdumiało. Z dużą prędkością jechał prosto na nas pociąg pośpieszny. Wydawało mi się, że jedzie 90 kmh, a tory tramwajowe krzyżowały się z tramwajowymi pod katem sześćdziesięciu stopni. Nieliczni ludzie w tramwaju krzyknęli coś w stylu "zaraz się zderzymy!". Zdążyłem tylko przykucnąć i mocno objąć rurę, pełniącą role poręczy przy drzwiach. Widziałem tylko, jak lokomotywa rozpędzonego pociągu pośpiesznego zbliża się z wielką prędkością, nie przypominam sobie jednak by którykolwiek z pojazdów hamował, nie było pisku. Przymknąłem oczy i wtedy zrobiło się bardzo źle. Lokomotywa uderzyła idealnie między wagonami tramwaju, rzuciło mocno nami, tramwaj wyleciał z torów. Pamiętam huk tłuczonego szkła, rozrywanego gdzieś blisko mnie metalu i uderzenia w plecy kawałków szkła. Ludzi nie było słychać, tylko huk zderzenia. W następnej chwili wagon wyleciał w powietrze i z impetem uderzył w ziemią, przez lekko uchylone oczy widziałem, jak szyba w drzwiach przede mną rozpryskuje się, a metal gnie się, rzucało mną na wszystkie strony, ale kurczowo trzymałem się barierki. Gdybym ją puścił, cóż, spróbujcie przeżyć rolowanie samochodem bez zapiętych pasów bezpieczeństwa. Wagon rolował kilkanaście razy, czułem się jak w pralce, rzucało mną na wszystkie strony. Sufit, ściana, podłoga, ściana, sufit i tak w kółko. Wokół latały różne rzeczy, w końcu wrak mojego wagony zatrzymał się, na szczęście na kołach, lecz cały był powyginany.
:akapit: Po chwili puściłem się barierki, zapanowała cisza, po pierwszym wagonie nie było śladu, po pośpiesznym również. Rozejrzałem się po tym, co jeszcze przed kilkoma sekundami nazwano by wagonem tramwajowym. O dziwo wszyscy przeżyli to zderzenie, byli poobijani, niektórzy w ciężkim stanie, ale wszyscy żywi. Podszedł do mnie jeden z pasażerów. Razem z nim odginaliśmy powyginane drzwi by móc się wydostać. Na szczęście udało się nam to. Wyszedłem z wraku i odszedłem kawałek, popatrzyłem chwile, jak kilka osób wynosi z wagonu tych ciężej rannych, którzy nie mogli sami sobie poradzić na wskutek odniesionych obrażeń. Jakimś cudem nie odniosłem żadnych ran , nie byłem skaleczony czy uderzony czymś, nic mnie nie bolało. W końcu pierwsza przytomna myśl "muszę zadzwonić po pomoc i powiedzieć o wypadku by inni wiedzieli"
:akapit: Każdy w takiej sytuacji zadzwoniłby pod 112. No, prawie każdy, bo ja zadzwoniłem do... Cirgona- choć chciałem też zadzwonić do domu i powiedzieć co się stało, że jestem cały. Po kilku sygnałach usłyszałem jego głos w słuchawce.
-Halo?
-Hej Cir, to ja...- w tym momencie zabrałem swoją torbę, o dziwo była ze mną i ruszyłem ku dużemu budynkowi z świecącą na niebiesko reklamą. Byliśmy nagle pośród niczego- duża łąka i z jednej strony las, kilka latarni ulicznych dających słabe, żółte światło. Szedłem w kierunku przystanku, na którym miałem wsiąść do wkd-...słuchaj, był wypadek. Tramwaj wpadł pod pośpieszny
-Co?!
- .. ale nic mi nie jest- do tej pory czułem się normalnie, szedłem swoim krokiem, nieco wolniej niż zwykle co prawda, bo byłem skołowany po wypadku, ale wszystko wyglądało względnie normalnie-... słuchaj.. możesz zadzwonić do mnie, do domu i powiedzieć, że wszystko ze mną dobrze?- w tym momencie poczułem, że nogi "nie chcą iść", jakbym brodził po biodra w wodzie, zacząłem gorzej widzieć i zaczęło brakować mi powietrza.
- Co, co się stało, jak to zadzwonić?
- Cir, zadzwoń.... do mnie... do domu...- zacząłem mieć problemy z mówieniem, oddechy zaczęły być coraz głębsze, ale tlenu wcale nie przybywało. Pojawiły się zawroty głowy, przestałem rozumieć co Cir do mnie mówił, prosiłem by powtarzał prostym "Co? Powtórz. Nie rozumiem". Sam musiałem już zacząć bełkotać, bo Cir te prosił bym powtórzył. Ostatnie co powiedziałem dość zrozumiale to:
- Cir... nie mogę oddychać...- wtedy przed oczami pojawił mi się widok, jak wagon roluje, ja trzymam się barierki i rzuca mną. Zdałem sobie sprawę, że muszę mieć obrażenia wewnętrzne. Zacząłem się najzwyczajniej w świecie dusić i tracić przytomność. Niebieska reklama przede mną zrobiła się szara a po chwili czarna, jak niemal wszystko wokół, widziałem tylko najjaśniejsze kontury, a po chwili, jak przez mgłę pamiętam, przewracający się przed oczami obraz, jakbym upadał na bok...
:akapit: W tym momencie obudziłem się, miałem problem by złapać oddech, jakbym się dusił. Całą zagadkę wyjaśni pewien, mały szczegół. Objawy duszenia się ustąpiły, gdy podniosłem głowę. Otóż, spałem z twarzą na poduszce i nie mogłem oddychać. Ciekawe co by było, gdybym się nie obudził ^^'...

_________________
"What Now Draco?.....What We Do?.....Without You?.....Where We Turn?.......To the Stars, Bowen, To The Stars..."

Niuśka Grudzień2002- 8 Stycznia 2009 godzina 10:15...
Żegnaj ukochany Legwanku...
Obrazek


Góra
 Zobacz profil     
    
PostNapisane: 04 cze 2009, 00:25 
Konwerter Kawa -> Java
Evil overlord
Avatar użytkownika
Offline

Dołączył(a): 17 wrz 2005, 12:24
Posty: 2369
Lokalizacja: Łódź
deviantArt: stray-soul
Ciekawostka, Bowenie. Przez wiele lat miałem podobnie bardzo rozbudowane, bogate, żywe sny. Sny, w których mógłbym opowiedzieć każde wydarzenie sekunda po sekundzie, sny - w których nie brakowało żadnego fragmentu wydarzenia, nie było żadnego skoku.
Więcej nawet, zdarzyło mi się we śnie doświadczyć uczucia, które jest mi trudno nazwać. Jest to uczucie które jest absolutnie niepodobne do żadnego innego istniejącego (a przynajmniej doświadczonego przeze mnie), bardzo wyraźne i intensywne, odczuwane w "tylnej części czaszki". Nigdy przedtem i nigdy potem nie czułem czegoś tak pięknego. Telepatia - słyszałem w myślach obcą istotę, sokoła który siedział mi na ramieniu i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Nie było to wrażenie, które się nasuwa każdemu - uczucie cudzych myśli. Było to coś tak... obcego, tak niesamowitego. Nie do nazwania.

A potem dowiedziałem się, co powoduje tego typu sny, co mnie bardzo zadziwiło.
Psychotropy dają skutek uboczny w postaci niezwykle żywych i spójnych snów u 40% chorych na depresję.

A kiedyś zdarzyło mi się jeszcze coś innego: wstałem z łóżka i z przerażeniem odkryłem, że leżę w nim nadal. Tzn. widziałem siebie stojąc nad sobą. Pierwsza, paniczna reakcja to: umarłem we śnie! Wszystko było w 100% realne, prawdziwe. Gdybym wcześniej nie doświadczył wiele razy świadomych snów, nie wiedziałbym jak potężny może być umysł w urealnianiu wyobraźni. W literaturze fachowej to, czego doświadczyłem, figuruje pod hasłem: Podróże Astralne. Istnieją, naukowcy są tego pewni - choć nie wiedzą co one dokładnie oznaczają (no bo przecież dusza się nie oddziela od ciała!). W przeciwieństwie do świadomych snów, nie da się ich wywołać sztucznie...

_________________
Do not follow where the path may lead — go instead where there is no path and leave a trail.

Danger? Hah! I walk on the wild side! I laugh in the face of danger! Ha! Ha! Ha!


Góra
 Zobacz profil     
    
Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  
Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 75 ]  Przejdź na stronę 1, 2, 3, 4  Następna strona

Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość


Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów

Skocz do:  
cron



Powered by phpBB® Forum Software © phpBB Group

Styl DraconisSub powstał na bazie stylu subsilver2.
Wszelkie modyfikacje oraz dodakowe grafiki zostały wykonane przez Naseilen.
Oryginalny rysunek z nagłówka forum można zobaczyć tutaj.
mChat © RMcGirr83.org
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL